środa, 6 lutego 2019

Wzlot i upadek D.O.D.O. - Neal Stephenson, Nicole Galland

Bardzo rzadko mam okazję czytać książki napisane przez więcej niż jednego pisarza. Ostatnią było Przebudzenie Lewiatana pisane przez dwójkę pisarzy pod pseudonimem, a jeszcze wcześniej cykl Długa Ziemia. Dlatego byłem ogromnie ciekawy powieści science-fiction Wzlotu i upadku D.O.D.O., napisanego przez Neala Stephensona i Nicole Gallad.

Melisande Stokes, ekspertka od lingwistyki i języków, pewnego dnia spotyka na korytarzu Uniwersytetu Harvarda Tristana Lyonsa, pracownika wojskowego wywiadu. Tristan chce, aby Mel przetłumaczyła pewne bardzo stare dokumenty dotyczące magii, która naprawdę istniała i była praktykowana od stuleci, ale przybycie Oświecenia i rewolucji przemysłowej osłabiło jej moc aż całkowicie zniknęła. Tristan pragnie dowiedzieć się jak przywrócić światu magię, dlatego powstaje Departament Od Diachronicznych Operacji – D.O.D.O.. Jej celem jest skonstruowanie urządzenia przywracającego magię światu, a potem posłanie w przeszłość Agentów, aby udaremnili zagładę magii…. jednocześnie zmieniając odrobinę historię świata. Lecz doskonaląc tę naukę i technologię, Tristan i jego rozrastająca się organizacja ignorują zdradziecki i nieprzewidywalny czynnik – ludzką naturę. 

Wzlot i Upadek D.O.D.O. przedstawia historię tytułowego Departamentu od Diachronicznych Operacji. Od pierwszych wzmianek o istnieniu magii, po wysyłanie pracowników na misje, których celem jest delikatna zmiana przeszłości, aż po upadek tej organizacji. Przez całą książkę obserwujemy jak bohaterowie zmagają się z poszczególnymi problemami, jak je rozwiązują, dążą do kolejnych celów i mają niesamowite przygody w teraźniejszości, jak i przeszłości. Nie brakuje tutaj wielu elementów hard science-fiction, którymi autorzy wyjaśniają poszczególne zjawiska i pomysły bohaterów. Dzięki czemu odnosi się wrażenie, że nie jest to zupełna abstrakcja, ale coś bardzo prawdopodobnego i rzeczywistego. Jest również magia, choć ta służy głównie do Posyłania kogoś w przeszłość i Wracania go do teraźniejszości, to potrafi zdziałać o wiele więcej, o czym boleśnie przekonają się Mel i Tristan. 

W książce znajdziemy bardzo wiele różnych gatunków literackich i narracji z różnych punktów widzenia. Pierwsze dwieście stron jest zdominowane przez relację Melisande, która utknęła w 1851 roku w wyniku Operacji Diachronicznych. W swojej książce Diachronika, opisuje jak rozpoczęła się jej przygoda z Tristanem i jak od podstaw tworzyli D.O.D.O.. Z czasem pojawiają się również listy Grainne z XVII-wiecznego Londynu, w którym Tristan odbywa jedną z pierwszych operacji. Mamy także zapisy rozmów z wewnętrznego systemu D.O.D.O., sprawozdania z akcji, dzienniki, akta osobowe, zapisy przesłuchań, wiersze i wiele innych. Wymaga to pewnego skupienia i dobrego pamiętania faktów, ale ciekawie urozmaica czytanie i nie pozwala się nudzić. Co więcej, autorzy zadbali o to, aby style poszczególnych tekstów różniły się między sobą, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że wszystko napisała jedna osoba.

Z racji tego, że znaczna część książki jest zdominowana przez kolejne rozdziały z Diachroniki, to najlepiej ze wszystkich bohaterów poznajemy Mel oraz Tristana. Są to postacie dobrze wykreowane z interesującymi osobowości. Oboje angażują się w projekt na 200%, pracując po nocach, żywiąc się jedzeniem na wynos i śpiąc w siedzibie D.O.D.O.. Nie sposób nie śledzić z zapartym tchem kolejnych przygód tej dwójki postaci, szczególnie Mel, która utknęła w przeszłości, tuż przed końcem magii. Pozostali bohaterowie zostali już przedstawieni nieco gorzej i autorzy poświęcili im mniej czasu. Nie wpływa to znacząco na odbiór książki, ponieważ głównym tematem jest w tej książce historia D.O.D.O. oraz jak Mel oraz Tristan tworzyli tę organizację.

W książce znajduje się bardzo wiele skrótów, którymi bohaterowie co chwila się posługują, uznając je za coś normalnego. Wiele z nich zachowało swój oryginalny wydźwięk, co było z pewnością nie lada wyzwaniem dla tłumacza Wojciecha M. Próchniewicza. Jednak nie obyło się bez drobnej wpadki. Tytułowy skrót D.O.D.O. jest przetłumaczony w książce jako Departament do spraw Diachronicznych Operacji, a na obwolucie jako Departament Od Diachronicznych Operacji. Różnica jest może subtelna, ale w drugim przypadku udało się zachować oryginalny wydźwięk tego skrótu. Szkoda, że nie zachowano spójności, ponieważ jest to najważniejszy skrót w książce. 

Wzlot i upadek D.O.D.O. jest to powieść fantastyczna trudna do jednoznacznego zdefiniowania, ponieważ znajdziemy w niej bardzo wiele różnych gatunków i stylów narracji. Książka Stephensona i Galland łączy ze sobą podróże w czasie i magię z wieloma elementami hard science-fiction oraz niezliczonymi przygodami, co tworzy dość niecodzienną powieść. Polecam!

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania ebooka serdecznie dziękuję księgarni Virtualo.pl!

Tytuł: Wzlot i upadek D.O.D.O. 
Autorzy: Neal Stephenson, Nicole Galland
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 14.11.2018
Liczba stron: 640
ISBN:9788366065246

11 komentarzy:

  1. Zdecydowanie chcę przeczytać tę książkę. :) Od dawna planuję zresztą zapoznać się z prozą Stephensona, ale niestety jeszcze nie było mi to dane. Chciałabym też wypróbować również niedawno wydaną "Epokę diamentu" oraz oczywiście "Peanatemę". Wszystkie z nich wydają się naprawdę interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powieści Stephensona są świetne! Ja dzisiaj zacząłem Peanatemę i zapowiada się ciekawie :)

      Usuń
  2. Widzę, że dobrze zrobiłem nie sięgając po to w ostatnim czasie. Książka wymaga ode mnie więcej jaśniejszego umysłu, jak pogoda za oknem więcej słońca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, choć nie jest to znowu jakoś bardzo wymagające. Na pewno jest inne, więc wymaga pewnego skupienia :)
      Swoją drogą, po zakończeniu zapowiada się, że będzie kontynuacja :)

      Usuń
    2. @Ciacho
      DODO czyta się bardzo dobrze. Patrzę co tam recenzowałeś ostatnio i na pewno czyta się to znacznie lepiej niż takiego "Zrodzonego". Całość jest zresztą okraszona sporą dawką humoru, co zdecydowanie "zmiękcza" elementy twardej sf i ogólnie odbiór książki.

      @Hrosskar
      Mi ta "inność" bardzo odpowiadała. Mimo operowania wieloma gatunkami/stylami, wszystko trzyma się kupy i daje sporo frajdy z czytania. No i te gierki słowne przy wspomnianych przez Ciebie skrótach albo elementy żywcem wyjęte z gier fabularnych (klasy "postaci" przy kompletowaniu załogi DODO). Mam wrażenie, że proces twórczy był dla autorów świetną zabawą i tego samego chcieli dla czytelników. Jedyny ciut przydługi moment to wątek zdobywania funduszy dla DODO.

      Usuń
    3. Spoko, dzięki obu. Dobrze wiedzieć.

      Usuń
    4. Krzysiek, mnie ta inność też się podobała i potwierdzam, że książkę czyta się naprawdę dobrze. Chwilami po skończeniu łapałem się na tym, że wciąż myślałem, co będzie dalej z Mel i Tristanem :)

      Kamil, nie będziesz zawiedziony DODO :)

      Usuń
    5. Mam za sobą 160 i rzeczywiście jest bardzo ciekawie. Mega podoba mi się wykorzystanie technologii do magii, to takie oryginalne. I ogólnie nieprzewidywalne. Bardzo podoba mi się postać czarownicy - zdobyła me serducho po akcji z generałem :D Myślałem, że wróci z powrotem. :P I dlatego lubię Stephensona, za kreatywnosć i jaja, a nie schematy. I jestem bardzo ciekaw, jak to się skończy, bo nie mam kompletnie pomysłu.

      Usuń
    6. W pewnym momencie widać już w jakim kierunku potoczy się historia, ale mnie to nie przeszkadzało i poznawałem kolejne fakty z wizji świata, jaką Stephenson i Galland wykreowali :)

      Usuń
  3. Może się skuszę na ebooka, choć te skróty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie są złe, ja raptem parę razy musiałem sprawdzić co dany skrót oznaczał. Bohaterowie na tyle często je powtarzają, że łatwo je spamiętać :)

      Usuń

Dodając komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych zgodnie z Polityką Prywatności bloga.