Za mną już ostatni tom Sagi o Wiedźminie. Pomimo że kilkukrotnie czytałem już wszystkie książki, to za każdym razem odkrywam w nich coś nowego i wciąż tak samo się nimi zachwycam.
Ciri dotarła do Wieży Jaskółki i trafiła do dziwnego królestwa Aen Elle – Ludu Olch. Wkrótce wychodzi na jaw, czego oczekuje od niej władca tej krainy Auberon i Ciri postanawia uciec. Nie będzie to jednak proste, ale z pomocą przychodzą jej jednorożce, śmiertelni wrogowie Ludu Olch. Elfy jednak nie zamierzają pozwolić uciec Ciri i za wszelką cenę chcą ją zatrzymać. Tymczasem Geralt i jego kompani docierają do bajkowego księstwa Toussaint. Jaskier wdaje się z romans z księżną Anną Henriettą, wiedźmin z Fringillą Vigo, a Regis z pewnym sukkubem. Idylla trwa parę miesięcy, aż pewnego dnia Geralt podsłuchuje rozmowę Stefana Skellena, który wyjawia, gdzie znajduje się kryjówka Vilgefortza i wyruszają z Toussaint. Natomiast Nordligowie szykują się na wojną z Nilfgardem, wystawiając ogromną armię. Wojska cesarskie mają jednak wciąż ogromną przewagę, ale zjednoczone armie Temerii i Redanii nie zamierzają poddać się bez walki...







