sobota, 16 lutego 2019

Peanatema - Neal Stephenson

Powieści Stephensona nie należą do najłatwiejszych i wymagają dużego skupienia w trakcie czytania, ale w zamian gwarantują niesamowitą lekturę. Nie inaczej jest z powieścią science-fiction Peanatemą, która uchodzi za jedną z najtrudniejszych wśród całego dorobku Stephensona i po jej lekturze mogę śmiało stwierdzić, że całkowicie to rozumiem. 

Fraa Erasmas jest młodym deklarantem z koncentu saunta Edhara - azylu dla matematyków, naukowców i filozofów. Raz na dziesięć lat przypada rytuał zwany apertem, który trwa tydzień i w tym czasie fraa i suur mogą wyjść poza bramy azylu, a ludzie z zewnątrz mogą zobaczyć wnętrze koncentu. Dla Erasmasa będzie to pierwszy apert i nie może się doczekać, aby spotkać się ze swoją rodziną. Jednak zanim upłynie tydzień przeznaczony na apert, oba jego życia - to, które porzucił, i to, które wybrał - zawisną na włosku w obliczu przemian o iście kosmicznych proporcjach. Bowiem nieprzewidziane i potężne siły zagrażają stabilności matemów i rutynie życia extramuros. Tylko niepewny sojusz sekularów i deklarantów może przeciwstawić się tej groźbie. Erasmas, podobnie jak jego przyjaciele, znajomi i nauczyciele - zostaje wezwany poza bezpieczne koncentowe mury, by wspólnie zapobiec światowej katastrofie. Wyrusza w niezwykłą podróż, która zawiedzie go w najbardziej niebezpieczne i niegościnne rejony ojczystej planety Arbre, a nawet jeszcze dalej...

Jak wspomniałem na początku, Peanatema nie jest powieścią lekką i łatwą w odbiorze. Mniej więcej pierwsze sto stron dotyczy życia Erasmasa w koncecie, zasad jego funkcjonowania, codziennych czynności i rytuałów, ale również historii Arbre. Nie byłoby w tym nic wymagającego, gdyby nie fakt, że autor stosuje tutaj bardzo dużo różnych i nowych słów na nazwanie wielu rzeczy, których próżno doszukiwać się odpowiednika w naszym życiu. Namiastkę może stanowić opis, ale w powieści znajdziemy znacznie więcej nowych słów. Dlatego na samym końcu książki znajdziemy obszerny słownik, który warto przeczytać przed lekturą, a już na pewno posiłkować się podczas czytania. Oprócz tego, często przed każdą kolejną ważniejszą sceną znajdziemy definicję ze słownika, wyjaśniającą dane słowo/zagadnienie, które jest poruszane. Zdecydowanie ułatwia to zrozumienie książki i zapamiętanie tych wszystkich nowych słów. Powoduje to jednak, że na początku można poczuć się przytłoczonym mnogością informacji i szczegółów, ale z czasem to uczucie znika i chce się coraz bardziej poznawać świat wykreowany przez Stephensona. 

Peanatema nie jest też powieścią o wartkiej i szybkiej akcji. Autor skupia się na kreacji świata, jego historii, problemach społecznych i naukowych dyskusjach, które przypominają te toczone przez Platona, Arystotelesa i innych filozofów ze starożytności. Mamy tutaj również wiele zagadnień z fizyki, matematyki, jak i zagadek oraz łamigłówek, nad którymi trudzą się bohaterowie i stanowią one okazję do długich rozmów i rozważań. To właśnie one stanowią tutaj jeden z najciekawszych elementów. W trakcie tych dyskusji często poruszane są zagadnienia i problemy dość trudne, wymagające od czytelnika pewnej wiedzy naukowej, jak również skupienia w trakcie czytania. W zamian jednak dostarczają rozrywki na wysokim poziomie. Stephenson zawarł tutaj także liczne przemyślenia na temat społeczeństwa, rozwoju nauki, inteligencji, kosmosu, innych światów, jak również wielu teoretycznych zagadnień. Cały świat i jego historia, rozważania bohaterów, poruszane problemy i nowe słowa, tworzą razem niesamowitą i spójną całość, która mnie zachwyciła i z pewnością jeszcze niejeden raz powrócę do tej historii. 

Może się wydawać, że kreacja kolejnego świata w literaturze science-fiction nie wzbudzi u czytelnika wielkiego zachwytu, a jednak Stephensonowi ta sztuka udała się znakomicie. Od samego początku odnosi się wrażenie, jakby autor opisywał istniejący świat, który gdzieś tam istnieje, a nie był tylko wymyślony, a przy tym jest tak różny od naszej Ziemi. Składa się na to wiele małych elementów - od historii Arbre, po opisy kultury i codziennego życia, a kończąc na używanym słownictwie. Dlatego można wybaczyć autorowi niektóre skróty, których dokonał, aby jego wizja świata, którą lepiej poznajemy po kilkuset stronach, miała rację bytu. Podobnie jest z bohaterami, którzy są dobrze wykreowani, ale z pewnością nie najważniejsi w tej historii, więc autor nie skupia się na nich aż tak bardzo. Dostarcza o nich najważniejszych informacji, pokazuje ich interakcje, ale nie dominują one i zawsze kreacja świata i poruszane problemy są na pierwszym miejscu. 

Neal Stephenson przyzwyczaił mnie, że jego książki są niezwykłe i nie inaczej było z Peanatemą. To skomplikowana i trudna w odbiorze, ale niesamowicie interesująca powieść science-fiction, która daje mnóstwo satysfakcji z lektury. Polecam!

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag!
Tytuł: Peanatema
Autor: Neal Stephenson
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 25.01.2019
Liczba stron: 864
ISBN:9788366065345

17 komentarzy:

  1. Chciałam ją ostatnio kupić, ale nie było... Na pewno zamówię w necie jak będę robić większe książkowe zakupy. Czytałam ją jakieś cztery lata temu i tak mi siedzi w pamięci, że na pewno do niej wrócę. Swoją drogą opis fabuły brzmi jakby był w obcym języku :) Osoby, które jeszcze jej nie czytały, mogą mieć problem ze zrozumieniem o co tam w ogóle chodzi. A co sądzisz o porównaniach Peanatemy do Imienia Róży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowałem oryginalny opis, ale go skróciłem, żeby osoby czytające recenzję miały namiastkę jakiego słownictwa związanego używa autor :)

      Pewne podobieństwa do Imienia róży są - obie książki przez jakiś czas rozgrywają się w klasztorze, dużo ciekawych rozmyślań, rytuałów itp. :)

      Usuń
  2. Okładka jest boska i mega zachęca do lektury, a przyznam, że wcześniej nie widziałam nic o tej książce!

    Pozdrawiam gorąco,
    iskraczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto poświęcic na nią czas, choć nie jest to łatwa lektura :)

      Usuń
  3. Książka raczej nie dla mnie. S-f nigdy nie jest dla mnie w 100% zrozumiałe, nawet to raczej proste. Tu pewnie czułabym się jak czytając podręcznik do fizyki napisany przez filozofa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie jest podręcznik do fizyki napisany przez filozofa, choć może się tak wydawać :)

      Usuń
  4. Szybko Ci poszło. Cieszę się bardzo, że tak CI się spodobała. To była moja pierwsza książka Neala, do której zawsze się odnoszę przy każdej kolejnej i myślę, że ciężko będzie ją przebić. Może - podobno najlepszy - Cryptonomicon da radę, bo Diamentowy nie dał. Ale ogólnie twórczość autora jest niesamowita i konieczna do poznania przez fan sf, zwłaszcza tego bardziej wymagającego. To co teraz następne od autora? :)
    PS: Zamówiłem DODO. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie tak szybko, chciałem szybciej, ale egzamin doktorski po drodze plus to była dość ciężka lektura ;)

      Chyba Epokę Diamentu, bo tylko ta mi została, ale nie wiem kiedy ją zacznę, bo chcę coś innego teraz przeczytać :)

      DODO czyta się bardzo lekko w porównaniu do Peanatemy :)

      Usuń
    2. No też dlatego po Twojej i Krzyśka wypowiedzi się zdecydowałem, bo nie chcę takiego hard sf bardzo.

      Usuń
    3. @Ciacho
      Cryptonomicon to też znakomita lektura, dla mnie równie dobra co Peanatema. Tyle, że inna. Peanatema to była „miłość” od pierwszej strony a w przypadku Cryptonomiconu potrzebowałem czasu żeby się rozsmakować :)
      DODO nie pożałujesz, może oczko niżej od tych dwóch ale wciąż jest znakomicie.

      Usuń
    4. No też dlatego liczę, że chociaż jedna dorówna albo nawet przewyższy Peanatemę. I najwięcej nadziei w Cryptonomiconie. :)

      Usuń
    5. W takim razie czekam na Cryptonimicon - ciekawe, kiedy ukaże się w nowej wersji :)

      Usuń
    6. W połowie 2017 AM puścił na forum listę książek do których mają prawa i tam był Cryptonomicon. Mnie bardziej interesuje czy kupili prawa do Fall, or Dodge in Hell :)

      Usuń
  5. Peanatema to jedna z moich ulubionych książek. Ścisła czołówka wspólczesnej sf. Wciągnęła mnie od pierwszej strony i trzymała w uścisku aż do końca. To był typowy opad szczęki ;) I mimo, że minęło już niemal 5 lat to wrażenia się nie zatarły. Zdecydowanie warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, choć nie czyta się tego tak łatwo. Jednak pomysł i jego realizacja są świetne ;)

      Usuń
    2. Nie, nie czyta się łatwo. Choć wspomnienia mam takie, że czytało mi się to bardzo dobrze. Pamiętam, że dość szybko "zsynchronizowałem się" z językiem i płynąłem z tekstem. Zresztą ten podręczny słowniczek, zdaje mi się, był zrobiony dla zabawy z czytelnikiem bo jedne "obce" pojęcia tłumaczył innymi a dopiero glosariusz na końcu książki tłumaczył wszystko dokładnie, dobrze pamiętam ? A na koniec tej cegły (czytałem drugie wydanie) kartkować mi się nie chciało. Poza tym Peanatema to powieść bardzo uczciwa wobec czytelnika, satysfakcja jaką dostajesz jest wprost proporcjonalna do tego jak bardzo przyłożysz się do czytania. No i tu wszystko jest po coś, ma swoje miejsce, tu nie ma sztuki dla sztuki, autor nie stworzył trudnej powieści po to żeby pokazać jaki jest "mądry" tylko zaprasza czytelnika do wspólnej podróży, która może nie jest łatwa ale za to bardzo, bardzo satysfakcjonująca.

      Usuń
    3. Dla mnie najtrudniejszy był początek, gdzie jest mnostwm nowych nazw, zwyczajów, tradycji, historii, a do tego co chwila autor umieszczał nową definicję. Jednak jak już się przyzwyczaiłem do tego, to resztę czytało mi się kapitalnie :)

      Tak, definicje w treści powieści brzmialy obco i skomplikowanie, a na końcu już normalnie :)

      Usuń

Dodając komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych zgodnie z Polityką Prywatności bloga.