środa, 21 października 2015

21.12.12


Datę 21 grudnia 2012 kojarzy chyba każdy i to bardzo dobrze. Bowiem, kto nie słyszał o tym, jakoby tego dnia miał skończyć się świat i nastać apokalipsa. Wszystko to za sprawą tego, że kalendarz Majów kończy się właśnie na tej dacie. Motyw ten posłużył również do nakręcenia znanego filmu pt: 2012, który myślę jest wszystkim znany. Obecnie mamy już rok 2015, co tym samym oznacza, że nie było żadnej apokalipsy. Niemniej zachęcony niską ceną i ciekawym opisem postanowiłem sięgnąć po książkę opartą na wspomnianym motywie.


Książka Dustina Thomasona 21.12.12 opowiada o losach doktora Gabriela Stantona, naukowca zajmującego się badaniem chorób wywoływanych przez priony. Dla wyjaśnienia są to białkowe cząsteczki, wywołujące np.chorobę wściekłych krów. Jedenastego grudnia Stanton otrzymuje wezwanie od jednego ze szpitali do mówiącego niezrozumiałym językiem pacjenta, u którego zdiagnozowano niezwykle rzadką chorobę, przenoszoną przez geny, a więc zupełnie niezaraźliwą. Szybko jednak okazuje się, że ma do czynienia ze znacznie groźniejszym przypadkiem. Pacjent umiera, a sama choroba zdaje się która rozprzestrzeniać poprzez bezpośredni kontakt. Wkrótce pojawiają się kolejne zachorowania znamionujące zbliżającą epidemię, co w obliczu zbliżającej się daty 21 grudnia jeszcze bardziej podsyca panikę wśród ludzi. Kluczem do znalezienia lekarstwa może okazać się tajemniczy kodeks, odkryty w nieznanej dotąd świątyni majańskiej.

Byłem pozytywnie zaskoczony, gdy uświadomiłem sobie, że książka nie jest w żaden sposób nie wykorzystuje katastrof, jakie wieszczono na dzień 21 grudnia 2012 roku - przebiegunowanie ziemi, gigantyczne tsunami i inne. Tym bardziej książka nie wykorzystuje żadnego z motywów z filmu 2012. Za to bardzo ciekawie zostały opisane i przedstawione wszelkie wzmianki, zarówno o przepowiedni Majańskiej jak i ich świątyniach i kulturze. Ciekawym urozmaiceniem było wstawienie tłumaczenia tekstu kodeksu i bliższego poznania kultury Majów sprzed setek lat. Również aspekt medyczny został opisany fachowo i dokładnie, co pozwoli osobom niemającego zielonego pojęcia o prionach, dowiedzieć się czegoś ciekawego i później doczytać sobie. Czym dokładnie są i jak ciężka jest z nimi walka - o wiele cięższa niż w przypadku chociażby bakterii.

O ile do wymienionych powyżej wątków nie mam większych zastrzeżeń, o tyle to do konstrukcji fabuły owszem. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że zamiarem autora było stworzenie ciekawej książki, trzymającej w napięciu: od wykrycia pierwszego zachorowania, aż po zakończenie książki. Jednak tego napięcia nie ma. Nieliczne opisy niezadowolenia, czy też chaosu wywołanego przez chorych nie sprawiają, że czujemy grozę tych wydarzeń. Wręcz przeciwnie. Ten aspekt książki niestety mocno został niedopracowany. Być może autor zbyt bardzo skupił się na wątku medycznym i kodeksie, a resztę pozostawił nieco samemu sobie.

21.12.12 nie jest książką złą, ale też nie genialną. Jest po prostu dobrą książką, coś lżejszego, mniej zobowiązującego z ciekawym wątkiem w postaci przepowiedni Majów, o ich kulturze oraz o samych prionach. Natomiast, jeśli ktoś liczy na napięcie trzymające aż do końca, to niestety nie w tej książce.

Moja ocena 6/10

Tytuł: 21.12.12
Autor: Dustin Thomason
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 29.11.2013
Liczba stron: 432
ISBN: 9788376599274

16 komentarzy:

  1. Powinnam przeczytać 21 grudnia wypadają moje urodziny. A sam thriller wydaje mi się być interesujący, jak czas pozwoli, może się skuszę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się nie skusisz za wiele nie stracisz :)

      Usuń
  2. To ja sobie chyba daruję, szkoda czasu na przeciętniaki. Sam motyw końca świata i apokalipsy jest dosyć powszechny, a wizja n 21.12.12 to raczej mniej ciekawy temat, jako, że przezyliśmy :) Filmu też nie widziałam, ale mam zamiar go nadrobić, jak wiele, wiele innych... Daruję sobie jednak tytuł Thomsona.
    Coś ostatnio trafiają Ci się średnie książki, co nie wchodzę to widzę 6/10... Chyba tylko Planeta małp się wyłamała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no była książka o Kapitanie Haku, Gwiazdozbiór psa - bardzo dobre :) Teraz jestem po lekturze kolejnego tomu Agathy Christie, który mi się bardzo podobał a aktualnie czytam Rok 1984 - no to jest dopiero coś, ciekawa i aż dziwne, że dopiero się za nią zabrałem :)
      PS: Nie żebym przypominał czy coś, ale jak znajdziesz chwilkę to liczę na obiecaną opinię o moim opowiadaniu :)

      Usuń
    2. Tak, właśnie! Kur**, zapomniałam...! Dobra, to w ten weekend przeczytam, słowo Mordoru!
      Moja mama ostatnio przytachała do domu rok 1984 i też sobie kiedyś w przypływie ochoty na coś poważniejszego przeczytam.
      Mam ostatnio lenia i nic mi się przez te studia nie chce. Nic. Nawet nie chodzi o to, że mam robotę na uczelnię, bo dużo więcej jej niż się spodziewałam, nie ma. Chodzi o to, że nic nie robię. Trzeeeeba się w końcu ogarnąć.
      Haka może wezmę w listopadzie od przyjaciółki z Poznania, jak pojadę maraton Igrzysk z Kosogłosem do niej ;)

      Usuń
    3. To możesz poczuć się zmobilizowana do jego przeczytania i masz tym samym zajęcie :)
      Ja właśnie chodzę głównie na pracownię, by robić swoje badania i często mam tak, że wstawiam reakcję i czekam 3h. To co robi Łukasz? Oczywiście nie czyta publikacji, tylko czyta książki :D Nie zdarza się to jednak aż tak często, jednak dość dużo mi się udaje przeczytać. Ale generalnie też mam lenia i nie chce mi się nic szukać do magisterki :P

      Usuń
    4. A mi do licencjatki... Piątka, człowieku, który też ma się bronić za dwa semestry :P
      Ja mam nawet czytelniczy zastój, Cujo męczę od tygodnia, chociaż wreszcie zebrałam się do czytania, bo koniec miesiąca się zbliża.

      Usuń
    5. Mnie troszkę motywuje mój stosik, w którym jest sporo fajnych lektur, jak i takich średniaków, a które już czekają od dawna na przeczytania i zdecydowanie - zostają czy na sprzedaż :)
      Ja w większości w październiku to czytam dość krótkie książki i takie dość łatwe i przystępne więc pewnie stąd też duża ich liczba :)
      A wracając do mgr - część teoretyczną mógłbym już pisać powoli, ale aktualnie robię kilka rzeczy naraz i zobaczymy co "działa" i dalej bardziej zdefiniuje się mój temat, bo jest teraz dość taki mało konkretny i szczegółowy :)

      Usuń
    6. To życzę powodzenia z tematem, ja swój już mam ;) Ostatnio ciągnie mnie do cienkich książek i coraz ich mnie na mojej półce. Za to poszalałam z zakupami i jak zwykle nie powiem, co kupiłam zanim nie zrobię zdjęcia. Ale fajne rzeczy kupiłam, tyle powiem :P
      U mnie w kolejce zostały prawie same fajne książki, chociaż niektóe trzymam od dwóch lat. Na przykłąd Kota Alchemika kupiłam na początku pierwszego roku studiów, zastanie mnie zaraz obrona, a Kot dalej nie przeczytany. Więc wiem jak to jest z tymi motywacjami. Przeczytam, przeczytam, przeczytam... nie przeczytam. Na razie.
      Na temat opowiadania gdzie się mam wypowiadać, tu, czy pod opowiadaniem?

      Usuń
    7. Ja temat w teorii mam, ale gdyby coś nie wyszło tak poważnie to można go zmienić. Jednak takie są uroki pracy badawczej i robienia czegoś nowego, bynajmniej nie narzekam :)
      Ja czekam na rozwiązanie jednego konkursu, jeśli nie wygram to zaraz zamawiam sobie kilka książek, które miały w październiku premierę i czekam od dawna na nie :)
      Najlepiej pod postem z opowiadaniem, żebym miał te opinie w jednym miejscu :)

      Usuń
  3. Zdecydowanie nie dla mnie. Nie lubię takiego gdybania o końcu świata, jego wizjach, zapewnieniach itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ostatnio coraz bardziej podchodzą tematy związane z końcem świata, apokalipsą czy antyutopie, jednak ta książka niestety dość blado wypada na tle takich "klasyków" z tego gatunku :)

      Usuń
  4. Apokalipsy i antyutopie to inny temat, bo to jest z góry określone jako fikcja. A książki zapowiadające koniec świata to książki, które bazują na stanowczym przekonaniu autorów, że do jego upadki faktycznie w tym i w tym dniu,i w taki i taki sposób dojdzie. ;) Wszystkie te pierdzielenia z majami, Nostradamusem itp. do mnie nie docierają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się, że to inny zupełnie temat. Ja tą książkę chwyciłem ot tak i spodobał mi się opis i kupiłem za 5zł chyba jakoś tak. Pewnie gdyby nie to, że chce sprzedać część takich książek, do których nigdy nie wrócę a zanim sprzedam wypadałoby je przeczytać, to pewnie nigdy bym po nią nie sięgnął :)
      Teraz jestem po lekturze Rok 1984 i bardzo mocne wrażenia :)

      Usuń
    2. Mówisz książka za piątala? Pamiętam, jak za dzieciaka się kupowało Lipę z miodem albo Leśnego dzbana za tą kwotę. I powiem Ci, że całkiem dobre winka to były. :D
      No, tok to całkiem inna bajka. Bardzo lektura, a czytałem ją stosunkowo dawno, kiedy jeszcze takiego zmysłu i zaprawienia czytelniczego nie miałem, więc nie wyciągnąłem z książki maksymalnie, ile się dało. Zobaczymy, co o niej napiszesz. :)

      Usuń
    3. Tak mi się wydaje, że za piątkę ją kupiłem. Na pewno u mnie w małym Tesco w koszu z tanią książkę latem.
      Dzisiaj powinna pojawić się recenzja. Wczoraj napisałem z grubsza ją i to co najważniejsze, po czym jeszcze 4 inne małe rzeczy mi się przypomniały i trzeba je dodać by pasowały do reszty :)

      Usuń