Wydawałoby się, że dosłownie kilka dni temu był początek nowego roku, a już mamy luty. Ostatnio odnoszę wrażenie, że czas coraz szybciej biegnie i zupełnie nie wiem kiedy minęły mi te wszystkie dni stycznia. Pomimo że był to miesiąc dość zabiegany, to uważam go za za bardzo udany - w sumie przeczytałem sześć książek, co łącznie daje nieco ponad 2800 stron.
Przeczytane w styczniu:
- Piorun kulisty - Cixin Liu - 7/10
- Początki (prawie) wszystkiego - Graham Lawton - 9/10
- Ogień i krew, część 1 - G.R.R. Martin - 9/10
- Daleka droga do małej, gniewnej planety - Becky Chambers - 8/10
- Vertical - Rafał Kosik - 8/10
- Szczury Wrocławia. Kraty - Robert J. Szmidt - 8/10
Jak widać po powyższych ocenach, styczeń był udany i przeczytałem same dobre tytuły. Pierwsza część Ognia i krwi wyszła już jakiś czas temu, ale dopiero w styczniu znalazłem na nią czas i czytało mi się ją kapitalnie. Widziałem wiele niepochlebnych głosów, że to nie jest Martin, że to nudna kronika itp. Wydaje mi się, że to wynika po prostu z faktu, że dużo osób myślało, że będzie to powieść a nie kronika. Rozumiem te osoby, ponieważ miałem podobne odczucia jak kilka lat temu sięgnąłem po zbiór Niebezpieczne kobiety i liczyłem na opowiadanie a znalazłem tam fragment kroniki, który nie przypadł mi za bardzo do gustu. Kiedy jednak po przeczytaniu Ognia i krwi sięgnąłem raz jeszcze po tamten tekst, to nie odniosłem już takiego wrażenie, ponieważ wiedziałem czego się spodziewać. Więc wydaje mi się, że to w tym tkwi negatywny odbiór u części, a może i większości osób.
Pod względem zdobyczy, to udaje mi się trzymać moich postanowień, czyli mniej kupować i mniej dostawać książek do recenzji, choć część tytułów ze stycznia i lutego mocno mnie kusiła. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej przeczytać to, co mam na półce niż sięgać po coś nowego, co po jakiś czasie bym oddał lub sprzedał, bo potrzebowałbym miejsca na nowe pozycje. Dlatego sam kupiłem w styczniu zaledwie dwie książki: Egzorcystę w twardej oprawie - miałem w miękkiej, ale postanowiłem podmienić sobie wydanie tego tytułu, oraz Ostatnie Królestwo, czyli pierwszy tom cyklu Wojny Wikingów Bernarda Cornwella. Jeśli chodzi o recenzenckie zdobycze, to od Maga dostałem Peanatemę Neala Stephensona, od Rebisu Piorun kulisty, a od Zysk i S-ka Ogień i krew, część II oraz Żeglarze nocy. Natomiast w formie ebooka od Vesperu Inkuba Artura Urbanowicza(dałem się namówić), a od Virtualo Daleką drogę do małej gniewnej planety oraz Wzlot i upadek D.O.D.O.. Bardzo za nie dziękuję!
Planty na luty? Na pewno pojawi się recenzja Wzlotu i upadku D.O.D.O, Peanatemy, Ognia i krwi, część II, Żeglarzy nocy i może uda mi się sięgnąć po Excalibura, żeby mieć skończoną Trylogię Arturiańską i rozpocząć Wojny Wikingów.
A jak Wam minął styczeń? Pochwalcie się ile przeczytaliście książek i jakie tytuły zasiliły Wasze biblioteczki :)
Żeglarze mnie ciekawią, bo lubię styl Martina i chcę zobaczyć, jak wypadnie w czymś z gatunku sf. Poza tym są to opowiadania, a ja je ostatnio chętnie przyswajam. Za Nieprzyjaciela boga chyba wezmę się gdzieś na wiosnę, a Excalibura planuję jeszcze w tym roku ;) Egzorcysta bardzo dobrze, że został wydany w twardej oprawie, kupię sobie tę wersję, bo niewygodne są te Vesoera książki w miękkiej niestety (Dorian Gray i Golem nadal czekają na lekturę...). A, no i jeszcze muszę sobie dokupić drugiego Martina :) Ech, nazbierało się...
OdpowiedzUsuńPowodzenia w lutym!
Nie są najgorsze książki od Vesperu w miękkiej (te cienkie, bo grube mają tendencje do marszczenia się grzbietu podczas czytania). Najważniejsze, że mają skrzydełka, to się tak nie niszczą rogi :) Gorzej pod tym względem wypadał Terror w miękkiej, który nie miał skrzydełek, a na dodatek grzbiet było łatwo zniszczyć.
UsuńDziękuję i również powodzenia! ;)
A ja już przeczytałam pierwszy tom Wojen Wikingów i jestem totalnie zachwycona tą serią :) Właśnie zabieram się za drugą część i liczę, że będzie równie dobra, albo i lepsza, jak pierwsza :)
OdpowiedzUsuńSuper! Ja mam za dużo tytułów do czytania, więc co chwila trzeba zmieniać plany :)
UsuńŚwietne nabytki i sądząc po planach na luty jeszcze lepiej się zapowiada o stycznia. Planty na luty? Stephenson, Cornwell, Martin. Moc. Szczególie czekam na opinię o D.O.D.O i Żeglarzach, bo tego nie czytałem a zamierzam. I oczywiście na Twoje zdanie o już bardziej mi znanej Peanatemie i Cornwellu. Udanego lutego. ;)
OdpowiedzUsuńJestem za połową D.O.D.O. i jest fajne, ciekawe połączenie science-fiction i fantasy z podróżowaniem w czasie i w ogóle :)
UsuńPeanatema pewnie pójdzie zaraz po D.O.D.O, a w trakcie będę podczytywał Martina, bo książka Stephensona ma ponad 800 stron, więc tak z tydzień mi zejdzie :)
Udanego lutego!
Fajne i dobre lektury zaimplementowałeś sobie na początek tego roku. ;)
OdpowiedzUsuńZdobycze też fajne, choć Martin mnie nie do końca interesuje.
Czekam na opinię o D.O.D.O, bo straszenie ciekawa tego tytułu.
Zaczytanego i równie udanego lutego! :D
Niedługo będzie recenzja, jestem za połową książki i jest ciekawie :)
UsuńDziękuję i również zaczytanego lutego!
Oh, dziękuję za przypomnięcie, że już cały styczeń za nami!
OdpowiedzUsuń